27 cali

Jako, że wytrwale zwiedzałem iSpoty, miałem okazję rzucić okiem na nowego, 27-calowego iMaka. W krótkich słowach wygląda to tak: powierzchnia ekranu jest nieprzyzwoicie wrecz duża i używanie jej do przeglądania internetu będzie marnotrastwem (ale pewnie przemiłym marnotrastwem). Jednocześnie przy tej wielkości edytowanie nut, czy praca na wielu ścieżkach może stawać się wielką przyjemnością (czego nie można powiedzieć o moich 15 calach, co jednocześnie nie uniemożliwia mi efektywnej pracy). W skrócie: nowy iMac – imponujący. Tu nie ma o czym gadać – to trzeba zobaczyć.

iMac 27

Komputer był sparowany z budzącą kontrowersję nową myszką o nazwie Magic Mouse. Myszka nieźle leży w ręce (i ma przyjemną „szklistą” powierzchnię), ale jest stosunkowo płaska. I o ile w sklepie wszystko sprawia dobre wrażenie, to nie wiem jak sprawa będzie wyglądać po 6 godzinach intensywnego klikania i przeciągania (i tego dziwnego scrollowania przy pomocy powierzchni dotykowej). Nie wiem.

Magic Mouse

Co nie zmienia faktu, że jest śliczna. Powiedziałbym – arcydzieło sztuki użytkowej. No właśnie – użytkowej. Mimo wszystko nie do końca mnie obchodzi jak mysz wygląda, tylko jak jest funkcjonalna. Korzystam na codzień z taniej myszy optycznej Logitecha na kablu – po to, żeby nie martwić się bateriami. W momencie, kiedy się zużyje – kupuję nową – identyczną. Prosta i skuteczna metoda.

Nie zrozumcie mnie źle: ja po prostu nie jestem fanem myszek Apple. „Stara” Mighty Mouse (teraz: Apple Mouse) podwyższa mi ciśnienie (w sensie: denerwuje) i po prostu nie postrafię się nią posługiwać.

Myszy na pewno nie kupię (nawet nie wspominam o cenie tego eksperymentu), chyba, że przyszłaby z nowym iMakiem (z którym jest w zestawie)… Wtedy – popróbuję.

(Źródło zdjęć: Apple)