3 wieczory i poranek z Auditorem

Auditor fimy SPL jest 120-woltowym wzmacniaczem słuchawkowym, który miałem przyjemność testować dzięki uprzejmości jego dystrybutora: musictoolz.pl. Był to mój pierwszy kontakt z tego rodzaju urządzeniem, więc brak w poniższym tekście odwołań porównawczych. Nie jestem także audiofilem, po prostu piszę o tym co słyszę (i ewentualnie widzę). Zapraszam do lektury.

Wieczór 1

Pierwsze pytanie jakie sobie zadaje, to czy sprzęt tej klasy coś da jeżeli dźwięk wyjściowy z karty muzycznej będzie nie najwyższej jakości. W związku z tym podłączam z premedytacją Auditora do wyjścia audio mojego Macbooka Pro, co wydaje się być co najmniej nieprzyzwoitym pomysłem… A jednocześnie odpowie na pytanie czy warto zaopatrzyć się w opisywany sprzęt jeżeli nie mamy karty muzycznej/interfejsu audio z najwyższej półki.

Dźwięk prezentowany przez opisywany sprzęt jest czysty i wyraźny. Cały czas się zastanawiam, czy on rzeczywiście gra tak dobrze, czy to efekt placebo. Ludzkiej głowie tak łatwo wmówić, że coś brzmi lepiej/gorzej – w związku z tym nauczyłem się z dystansem podchodzić do własnych odczuć. Dzisiaj w ciągu dnia spędziłem przy monitorach w studio ponad 5 godzin, więc wieczorem mój słuch nie jest najświeższy. Daje sobie kilka dni na przyglądnięcie i przysłuchanie się bliżej Auditorowi.

Na pierwszy ogień poszły nagrania Stinga (All this time), U2 (How to Dismantle an Atomic Bomb), Imogen Heap. U Stinga boli mnie chropowatość nagrania, które jak sobie uświadamiam – jest przecież koncertowe. Na codzień o tym nie pamiętam. W U2 denerwować zaczyna mnie proporcja wokalu do instrumentów. Nagrania Stiny Nordenstam (And she closed her eyes) stają się tak intymne, że czuję jak wokalistka przełyka ślinę wprost nad uchem (wiem, że to brzmi strasznie, ale tak właśnie to odbieram). Wracając do efektu placebo – planuję test przy którym będę słuchowo oceniał czy moje słuchawki podłączone są do wyjścia audio czy przez przedzwmacniacz.

Resztę wieczoru spędziłem słuchając różnych nagrań i czerpiąc z ich słuchania niesamowitą przyjemność.

Wieczór 2

Zaczynam dochodzić do wniosku, że Auditor daje brzmieniu coś, za czym mogę tęsknić. Nie żadne czary-mary, tylko po prostu najbliższe skojarzenie, które mam jest związane z nagraniamy analogowymi na płytach winylowych, tak jakby dźwięk po przepuszczeniu przez wzmacniacz stawał się pełniejszy, bardziej – wybaczcie słowo – oleisty. Słucham i nie mogę się oderwać. Zawsze w moich słuchawkach bolało mnie to, że dźwięk, który prezentują jest tak ostry, suchy – co przy długotrwałym słuchaniu bardzo mnie męczyło. Auditor niweluje to wrażenie, słuchanie staje się nieustanną przyjemnością.

Dzisiaj wróciłem do płyty Pata Metheny – Still live (talking) i śmiem twierdzić, że dawno tak dobrze mi nie brzmiała. Jednocześnie wzmacniacz nie wpływa na barwę dźwięku. Jedyne co mogę stwierdzić to różnice w jego odczuwaniu.

Wieczór 3

Dzisiaj konkrety, bo obawiam się, że moje lanie wody nie robi dobrego wrażenia. Wzmacniacz słuchawkowy Auditor firmy SPL jest urządzeniem, które z założenia wzmacnia sygnał i przystosowuje go do właściwości akustycznych słuchawek. Zaleceniem producenta jest, aby miały impedancję od 20 do 600 omów, aczkolwiek najlepsze właściwości dźwięk osiąga dla słuchawek o impedancji powyżej 25 omów. Myślę, że dla wszystkich rozważających kupno sprzętu tej klasy jest oczywistym, że wpierw zaopatrzyć się należy w porządne (wedle uznania) słuchawki.

Auditor jest aluminiowo-metalową skrzynką wielkości (proszę wybaczyć porównanie) projektora multimedialnego. Przedni front urządzenia jest zaopatrzony w wejscie słuchawkowe TRS (potocznie nazywany dużym Jackiem), gałkę głośności, przełącznik mono/stereo oraz niebieską diodę informującą o stanie urządzenia (włączone lub wyłączone). Szczerze mówiąc niczego więcej w rzeczy samej nie potrzeba. Dźwięk wzmacniacza mówi sam za siebie. Pokrętło głośności jest jedną z najprzyjemniej obracających się gałek z jakimi miałem do czynienia (to zdanie po powtórnym przeczytaniu brzmi nieco dziwnie).

Tył urządzenia to 4 złącza XLR (2 wejścia i 2 wyjścia), wyłącznik główny oraz podłączenie kabla zasilającego. Można więc sygnał przepuścić przez urządzenie i skierować… no w tej kwestii (oprócz zastosowań testowych) czekam na Wasze pomysły.

Auditor leżący obok Macbooka Pro paradoksalnie sprawia wrażenie, jakby miał z nim dużo wspólnego. Nie psują tego wrażenia nawet śrubki, które są widoczne na górnej części obudowy. Materiał wykonania obu obudów jest bardzo podobny. Spód urządzenia zaopatrzony jest w antypoślizgowe nóżki, które sprawują się dobrze. Kolejny już udany muzycznie wieczór.

Poranek 4

Przeprowadziłem test, który miał na celu udowodnienie różnic pomiędzy brzmieniem Auditora a inferfejsu audio uznanej firmy. Po odsłuchaniu klikunastu fragmentów muzycznych na obu urządzeniach na podłączanych do nich słuchawkach w losowej, stwierdzam, że nie jestem w stanie odróżnić brzmienia jednego od drugiego. Cieżko powiedzieć czy to komplement dla Auditora, czy wada mojego słuchu… 😉

Nie mam żadnych zastrzeżeń co do barwy dźwięku prezentowanego przez urządzenie. Nie zmienia się ona niezależnie od poziomu głośności, który wybierzemy. Nawet przy ustawieniu poziomu głośności w górnej granicy wolumenu, Auditor nie brudzi dźwięku szumem swoich podzespołów.

Zdaję sobie jednak sprawę, że przy tej cenie urządzenie znajdzie nabywców jedynie wśród profesjonalistów, którzy wiedzą dlaczego decydują się na ten zakup. Cena w tym przypadku jest uzasadniona jakością wykonania opisywanego sprzętu.

Reasumując…

Auditor to solidny (notabene niemiecki) sprzęt, przydatny w codziennej pracy w studio. Sprzęt wart swojej ceny. Kontakt z nim był interesującym doświadczeniem.

One thought on “3 wieczory i poranek z Auditorem

  1. Tak, po takiej lekturze człowiek zaczyna tęsknić za tak rzadko spotykanym aktualnie brzmieniem analogowym…
    Pozazdrościć przygody z Auditorem! 🙂

Comments are closed.