Będą jakieś wizualki?

Na ostatnim festiwalu Musica Electronica Nova podeszło do nas dziewczę (które – jak później się okazało, było z pewnej gazety za jeden złoty) i zapytało: „czy nie wydaje wam się, że do takiej muzyki powinny być wizualizacje?”. Nie wydawało nam się. Dziewczę poszalało jednak tego wieczora i w poniedziałek po festiwalu wraz ze swoją gazetą obsmarowało ostro nasze środowisko. Chodziło zdaje się o „festiwal, którego nikt nie chce oglądać”.

Nie wiem o co chodzi z tą potrzebą patrzenia. Może żyjemy w kulturze, gdzie bardzo liczy się to, jak się wygląda (i dotyczy to zarówno ludzi jak przedmiotów użytkowych, patrz: maki). Tak czy inaczej, wizualek nie było, ale czasami się zdarzają.

Co widzisz słuchając muzyki? Ja na przykład – nic nie widzę, wystarcza mi to co słyszę. Czasami zdarza się jednak, iż wizualizacja wykorzystywana jest aby zatuszować braki muzyki. Brak wartościowej muzyki. Odbiorca teoretycznie ma się skupić na tym, co widzi, a dźwięk ma tworzyć tło. Moim zdaniem wizualizacja ma jedynie pomagać w słuchaniu, chyba, że jest to jakaś forma filmowa (wtedy muzyka ma funkcję stricte służebną). Granica się więc zaciera.

Wydaje się jednak, że może zaistnieć jeszcze jeden wariant. Otóż: jeżeli zarówno audio jak i wideo służą nie sztuce ale… sprzętowi. Kiedy nie chodzi o twórczość, a pokazanie możliwości. Oczywiście, jest to dość ciekawa motywacja do tworzenia, ale moim zdaniem maszyna powinna być tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie.

Poniżej, instalacja budowana m.in. przy pomocy Max/MSP. Co czemu służy – oceńcie sami.

6 thoughts on “Będą jakieś wizualki?

  1. Hm. Lubię gdy dźwiękowi podczas koncertu/live actu towarzyszy obraz. Z kilku prozaicznych powodów. Przede wszystkim bardzo często sama muzyka nie wprowadza niczego nowego poza nagrania. Wpatrywanie się przez 1.5h w człowieka za laptopem bywa nużące. Oczywiście nie zawsze, ale generalizuję tak samo jak Ty. Większość klubów w Polsce jest nieprzystosowana tak naprawdę do prezentowania koncertów /live act/. Przede wszystkim akustyka. I w tym miejscu zgodzę się z Tobą, że wizualizacje mogą służyć tuszowaniu braków/błędów muzyki.

    Ładnych kilka lat temu sam grałem wraz z towarzyszącym obrazem. Co prawda były to początki, a i muzyka była opracowana wspólnie z obrazem, gdzie sample wideo były miksowane na żywo. Do tego był plan by powstała z tego zwarta praca. Nie wyszło. Od tego czasu lubię być ogłupiany przez obrazki.

    Zeszłoroczna edycja Plateaux Festiwal zawiodła mnie pod tym względem. Raptem dwie wizualizacje na kilkanaście godzin projekcji. Jeśli to mają być przypadkowo dobrane ujęcia płynącej wody, fraktale czy powtarzalny motyw w zwolnionym tempie – to ja dziękuję, to ja wolę w ciemności.

    Instalacja sama dla siebie, dla sprzętu nigdy nie będzie miała szerokiego pola zastosowania. Maszyna jest maszyną, a najciekawsze efekty otrzymujemy dzięki interakcji czynnika ludzkiego i jego niedoskonałości, z matematycznym chłodem oprogramowania i sprzętu.

    ps. celowo pominąłem klasyczne koncerty, gdzie już samo posługiwanie się instrumentem potrafi dostarczyć odpowiednich wrażeń.

    ps II. Jak to mój znajomy kiedyś stwierdził – siedzi taki koleś, coś brzęczy z głośników, a ja nie wiem czy on winampa odpalił czy kładzie pasjansa 😉

  2. dobrze wykonana wizualizacja, odpowiednia do muzyki, w jakiś sposób ilustrująca dźwięki, jest sztuką samą w sobie, uważam.
    zresztą nie bez kozery mają miejsce festiwale typu „audiovisual” – i to się sprawdza, i jest zainteresowanie tą dziedziną zarówno ze strony odbiorcy jak i twórcy. nie ulega wątpliwości, że stajemy się społeczeństwem coraz bardziej obrazkowym, co z jednej strony smuci, a z drugiej stwarza nowe możliwości wyrazu.
    często jednak obraz zakłóca mi odbiór muzyki, wtedy po prostu zamykam oczy (co też polecam tym, którym obraz przeszkadza) i… o, dziwo, muzyka wytwarza ilustracje w głowie. nie umiałabym przenieść tego na ekran, a niektórym się udaje, i za to cenię.

    ponadto, zgadzam się z przedmówcą, że jednak patrzenie przez kilka długich minut na miśka z laptopem bywa dość męczące. a nie po to przecież chodzimy na koncerty 😉

  3. @Sebastian Ładyżyński
    a całkiem możliwe, że nie moja, ale tam się po prostu nic nie dzieje.
    Ja preferuję muzykę samą, a jeżeli już obraz to najchętniej taki, który pojawia się w głowie słuchacza bez dodatkowych bodźców wizualnych.

    Pozdrawiam

  4. @lukasta: ja generalnie też nie przepadam za wizualkami, bo rzadko zdarzają się naprawdę fajne. A co we własnej głowie to zawsze fajniej i inaczej.

    @miroust, @kociszlak: a co powiecie na formy, gdzie nie ma „miśka przy laptopie”, a na przykład są żywy wykonawcy + elektronika? Moim zdaniem to się dobrze sprawdza i nie nudzi…

Comments are closed.