Zmiany :)

Generalnie ta strona w moim zamyśle zamyśle ma być zbiorem informacji na temat. Temat jest taki: połączenie maka i tworzenia muzyki. W dowolnej formie. W związku z pewną ilością zajęć nie jestem w stanie pisać non-stop. Jeżeli ktoś z Was, czytający to, poczuje potrzebę dodania czegoś do tematu – proszę czuć się zaproszonym. Wszelkie odpowiednie do tematu teksty opublikuję. Wchodzi też w grę współautorstwo. Kontakt do mnie jest na stronie… Kontakt.

Rzecz druga: koniec prywaty. Nie ma już na applemusic.pl mojej biografii itp. Wszystkich zainteresowanych tymi rzeczami, a zwłaszcza moją muzyką (dostępną publicznie w niespotykanej dotąd ilości) i inną twórczością zapraszam na ladyzynski.pl (tak, domena była wolna…). Są tam utwory i nie tylko. Mam nadzieję, że ten zbiór będzie się z czasem powiększał. Taka praca…

Będą jakieś wizualki?

Na ostatnim festiwalu Musica Electronica Nova podeszło do nas dziewczę (które – jak później się okazało, było z pewnej gazety za jeden złoty) i zapytało: „czy nie wydaje wam się, że do takiej muzyki powinny być wizualizacje?”. Nie wydawało nam się. Dziewczę poszalało jednak tego wieczora i w poniedziałek po festiwalu wraz ze swoją gazetą obsmarowało ostro nasze środowisko. Chodziło zdaje się o „festiwal, którego nikt nie chce oglądać”.

Nie wiem o co chodzi z tą potrzebą patrzenia. Może żyjemy w kulturze, gdzie bardzo liczy się to, jak się wygląda (i dotyczy to zarówno ludzi jak przedmiotów użytkowych, patrz: maki). Tak czy inaczej, wizualek nie było, ale czasami się zdarzają.

Co widzisz słuchając muzyki? Ja na przykład – nic nie widzę, wystarcza mi to co słyszę. Czasami zdarza się jednak, iż wizualizacja wykorzystywana jest aby zatuszować braki muzyki. Brak wartościowej muzyki. Odbiorca teoretycznie ma się skupić na tym, co widzi, a dźwięk ma tworzyć tło. Moim zdaniem wizualizacja ma jedynie pomagać w słuchaniu, chyba, że jest to jakaś forma filmowa (wtedy muzyka ma funkcję stricte służebną). Granica się więc zaciera.

Wydaje się jednak, że może zaistnieć jeszcze jeden wariant. Otóż: jeżeli zarówno audio jak i wideo służą nie sztuce ale… sprzętowi. Kiedy nie chodzi o twórczość, a pokazanie możliwości. Oczywiście, jest to dość ciekawa motywacja do tworzenia, ale moim zdaniem maszyna powinna być tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie.

Poniżej, instalacja budowana m.in. przy pomocy Max/MSP. Co czemu służy – oceńcie sami.

O edytorstwie muzycznym słów kilka…

Tak się dzieje, że ostatnimi czasy mam dużo do czynienia z partyturami – w związku z tym moje przemyślenia krążą wokół tego tematu (i nie potrafię myśleć o niczym innym – czyżby to objaw pracoholizmu?). A skoro już o przemyśleniach mowa, to wyjątkowo napiszę, o czym myślę. Otóż jakoś tak jest, że wpisywanie nut do komputera (czyli tworzenie partytury) jest bardzo, ale to bardzo żmudnym zajęciem.

Wpisanie nut to jedno, ale jest jeszcze artykulacja, dynamika, określenia, te wszystkie drobne znaczki: kreski, kropki, szlaczki… A potem tekst (jak jest chór), który się rozjeżdża, zachodzi, znika… Generalnie wszystko się na siebie nakłada i miesza. Więcej zawsze jest poprawiania niż wpisywania.

Tak naprawdę edycja partytury to walka z elementami graficznymi. I jakoś nie ma wyjścia, bo programy do edycji nut są naprawdę dobre, ale to ideału jeszcze sporo im brakuje.

midi-keyboard

No bo o co tak naprawdę chodzi? Nuty można wpisywać z klawiatury dowolnego instrumentu MIDI (czyli klawiatury quasi fortepianowej), głosem, instrumentem dętym, myszką, klawiaturą komputera… Niestety – jest różnica między wpisywaniem nut, a efektywną pracą. Do tej ostatniej jednym skutecznym (i w miarę szybkim) narzędziem jest jedynie klawiatura komputera. Chociaż słyszałem o kimś, kto używał klawiatury MIDI i  to sobie bardzo chwalił.

O czym marzę? Aby wpisywanie nut było co najmniej tak intuicyjne, jak pisanie tekstu. Piszę – nie patrząc na klawiaturę, w miarę płynnie, raczej bez błędów. A jak wpisuje nuty? Melodię i rytm (jeżeli nie jest bardzo skomplikowany) w miarę szybko, ale reszta… to jest „dziubanie” myszką. Używam wszystkich możliwych skrótów klawiaturowych, tworzę też własne, ale to i tak za mało. Mysz jest niezbędna, a jednocześnie najmniej efektywna.

Partyturka prosta i nudna

Jaki jest możliwy scenariusz ewolucji programów do edycji nut? Myślę, że powinno to iść w stronę większej intuicyjności. Puste słowa? Rozwiązaniem byłby interfejs dotykowy, który działałby jako wirtualna partytura (czy kartka z pięciolinią), na której edytor czy kompozytor notował by odwiecznym narzędziem swojej pracy – ołówkiem. To nie jest bajka, to jest przecież technologicznie możliwe. Połączenie tabletu, ekranu dotykowego, oprogramowania OCR z edytorem nut. Pytanie kto i kiedy doprowadzi do powstania takiego projektu. Rzecz taka pewnie nie będzie dotyczyła edytorstwa nut, ale myślę, że edytorzy skorzystają „przy okazji” kolejnej ewolucyjnej zmiany w naszych komputerach.

Z mojej dzisiejszej perspektywy powiem: im szybciej, tym lepiej.

Quo vadis…

Cała ta afera związana z chipem w kablu od słuchawek nowego iPoda jest – moim skromnym zdaniem – wielowymiarowa.

Po pierwsze: sensacja. Tendencją ludzką jest plotkarstwo. Co przenosi się wprost na blogosferę. Ktoś coś napisze, ktoś podchwyci, rodzi się plotka. Plotka zmienia, wyolbrzymia. Z gąszczu informacji ciężko czasem wydobyć fakty. Poza tym fakty są przedstawiane subiektywnie.

Po drugie: opinie. Są ludzie, którzy głoszą własne (i ci zwykle w komentarzach to uwypuklają), a są tacy, którzy jedynie podejmują cudze, wpasowując się w tło. Mimo wszystko – lepiej mieć jakąś opinie, niż nie mieć jej wcale.

Po trzecie: lęki i obawy. Tzw. miniaturyzacja jest tendencją, która ludzi gdzieś podświadomie przeraża. „Ten iPod jest taaki mały”. Zachwyt i obawa.

Mnożąc powyższe podpunkty przez popularność firmy Apple, otrzymujemy mieszankę serwowaną nam ostatnimi dniami – między innymi w postaci mojego wpisu. Chip okazał się nieszkodliwy, ale echo całego tematu zdaje się pytać: „dokąd to wszystko zmierza”. Mój pradziadek był jedynym facetem we wsi, który miał radio. Brzmi niewiarygodnie?

Na naszych oczach zachodzą zmiany, których nie obserwowało żadne pokolenie przed nami. To może niepokoić i jest chyba naturalne.

Proszę nie zrozumieć mnie źle – nie jestem przeciwnikiem postępu. Tym bardziej rewolucyjnych wynalazków. Może jednak gdzieś w środku (w trakcie backupu newralgicznych partytur…) tęsknię do czasów, kiedy do napisania symfonii wystarczał ołówek i papier…

Nowe maki

Wszyscy wiedzą, że Apple wypuściło aktualizację niektórych maków, więc nie będę uściślał, zainteresowani i tak już wiedzą (a jak ktoś chce się dowiedzieć, to proszę kliknąć w zielone jabłko na górze strony). Jakoś mnie to szczególnie nie dotyka (przy dzisiejszym kursie dolara).

Jednak po przeczytaniu wpisu na ten temat u M@kowca, pomyślałem, że z jednym się nie zgadzam. Z tym, że Maki Pro są drogie. Otóż – nie mam Maka Pro, lecz wydaje mi się, że te 3000 dolarów za droższą wersję to nie jest wcale dużo. Oczywiście patrząc z punktu widzenia profesjonalisty, który nie będzie odpalał na nim gier w Windowsie, tylko użytkował go do przeprowadzania konkretnych operacji.

Dla mnie to wygląda tak – jeżeli potrzebujesz mocy 8 rdzeniowego Maka Pro, to:

a) jesteś profesjonalistą i masz ze swojej pracy dobre pieniądze (więc te 3000$ nie jest problemem, wydajesz i zarabiasz)

b) jesteś wielkim artystą i kasa zupełnie Cię nie obchodzi (wydajesz 3000$ i dalej zajmujesz się tworzeniem)

Innych przypadków nie widzę. Coś przeoczyłem?

Lepiej śpiewać czysto z playbacku czy fałszować na żywo?

Niejaki Shakin’Dudi, którego znam z dawnych lat jedynie z piosenki „Ech Ziuta”, rozpoczął projekt pod tytułem „Stop Playbackowi”. Inicjatywa może i dobra (chociaż nie wróżę jej świetlanej przyszłości), lecz intencje twórcy pozostają zagadką. Wyczuwam w tym delikatną nutkę autopromocji – przypadkiem na banerze znajduje się informacja o 25-leciu zespołu. Jeżeli autopromocja – to dość dowcipna, odsyłam na stronę projektu. Continue reading

Film jest niedostępny w moim kraju

Od pewnego czasu, podczas przeglądania treści na YouTube napotykam denerwujący komunikat. Rzekomo dany film jest „niedostępny w moim kraju”. Zadaję więc sobie pytanie: w jakim kraju film ten jest dostępny. I wydaje mi się, że znam odpowiedź. W związku z tym rodzi się we mnie refleksja. Głęboka refleksja. Jest ona też związana z obejrzanym niedawno rozdaniem Oskarów. Tak się szczęśliwie złożyło, że w tym roku jakoś nikt nie indoktrynował na temat tak zwanego piractwa, co zdarzało się w ubiegłych latach. Jestem zwolennikiem ochrony praw autorskich, ale metody, jakimi próbuje się je chronić, są czasem, delikatnie mówiąc – nie na miejscu.

Ktoś wczoraj wykładał mi, iż od upadku komunizmu w Polsce niewiele się zmieniło. Otóż ja uważam, że zmieniło się wiele – i to zdecydowanie na lepsze. Problem jednak polega na tym, jak my Polacy myślimy o sobie oraz jak nasz kraj jest odbierany poza granicami. Niestety na zachód od nas jesteśmy „Europą Wschodnią”. Myślę, że powinniśmy jakoś zaakceptować ten fakt. Inną sprawą jest, że kiedy byłem na Litwie i słuchałem co mówią tamtejsi Polacy – Europa była tutaj, w Polsce, to był zdecydowanie ten kierunek. Odczułem to wtedy tak mocno, jak nigdy wcześniej.

Z związku z powyższym nie mogę obejrzeć niektórych teledysków Stinga czy U2. Mogę za to kupić płytę albo DVD. Płacąc w euro lub w dolarach po bieżącym kursie. Swoją drogą: mechanizm ograniczania dostępu na podstawie regionu jest bardzo łatwy do ominięcia. Ale nie mam dzisiaj ochoty na zabawę.

To se ne da.

Projekty, plotki oraz iPhone Everything

Apple to przedziwna firma. Jej klienci sami wymyślają sprzęt, który chcieliby kupić. W ostatnim tygodniu można było przeczytać dużo absurdalnych tekstów na temat nowego Maca Mini, którego nie ma… i póki co nie będzie. Dużo czasu zajął wszystkim wniosek oczywisty – że ktoś wypuścił na ten temat plotkę (wzbogaconą o mizerny fotomontaż „nowego” Maka Mini). Zdjęcie szpiegowskie w chińskiej fabryce, na drewnianym parkiecie. Ciekawe połączenie.

No, ale fakt jest faktem. Mamy do czynienia z osobliwym fenomenem. I to takim, do którego trudno cokolwiek przyrównać. Czy jakiejkolwiek innej firmie ktoś kiedyś hobbystycznie projektował hardware na taką skalę? Jakoś ciężko mi znaleźć porównywalny przykład. Continue reading