Czy naprawdę jest drogo? Przykład z innego świata (o nowych makach…)

Temat cen nowych Macbooków chodzi mi po głowie od wczoraj: M@kowiec napisał, że jest drogo, ja z kolei, że jest tanio. Potem dyskutowaliśmy miejscami na ten temat, w praktyce każdy przyznał rację drugiemu. Różne dyskusje obserwowałem też na innych kilku blogach. Konkluzja: kapitalizm to kapitalizm. Nawet, jeżeli komuś wydaje się, że dzisiejszy kurs euro to 6,60 zł.

Myślę sobie, że mimo wszystko nie jest źle. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w Indiach.

Zarobki macie podobne, tylko zamiast kupować za jabłka za 10 zł –  płacicie 100 rupii za podobną ilość bananów. Et cetera. Zarabiacie pracując… na przykład w call centre, przy dobrej stawce za 15 000 rupii miesięcznie (czyli lekko ponad tysiąc złotych). I teraz niespodzianka. Jak myślicie: ile kosztuje najtańszy, biały MacBook w Indyjskim Apple Store?

Odpowiedź: 56 580 rupii (czyli wg dzisiejszego uśrednionego kursu 4 129,38 zł – prawie tysiąc złoty więcej niż u nas). PLUS podatek. I nie mówcie, że to transport – oni akurat do Szanghaju mają bliżej…

Jeszcze komuś źle?

8 thoughts on “Czy naprawdę jest drogo? Przykład z innego świata (o nowych makach…)

  1. To może porównasz jeszcze ceny maków do zarobków w Czadzie lub Etiopii? Nie popadajmy w skrajności… W Polce ceny maków są wysokie i jest to fakt! A wysokie nawet nie w porównaniu do UK czy Niemiec ale w porównaniu do cen sprzed miesiąca(można napisać nawet, że sprzed tygodnia)…

  2. może ktoś zrobi porównanie – relatywna „drogość” maka w różnych krajach świata? 😉

  3. @grincz: Te wysokie ceny wiążą się z kursem walut (co oczywiście wiemy). Ja nie napisałem, że maki są tanie. One nie są tanie. Napisałem, że nie jest źle…
    A czy Indie do skrajność? I tak i nie. To jest relatywnie niedaleko. I jest to kraj rozwijający się bardzo intensywnie. To jest bardzo blisko Chin, czyli miejsca gdzie robią te komputery. A mimo wszystko najtańsze maki są w Stanach. Dość interesujące, nieprawdaż?

  4. 1. Apple sprzedaje Maki do Polski średnio 5-10% DROŻEJ niż do innych krajów Europy. Pamiętacie, jak Maki w Polsce rok temu taniały? No to już nie tanieją, bo drożeją waluty, a w dodatku Apple kasuje za Maki sprzedawane do Polski WIĘCEJ niż za takie same Maki sprzedawane do Niemiec, Francji, UK, czy Czech.
    2. Apple robi to świadomie, bo sprzedaż Maków w Polsce i tak mocno rośnie rok do roku, więc czemu nie zarobić więcej?
    3. Polska ma wysokie podatki, np. VAT jest od 3 do 7% wyższy niż w innych krajach Europy (UK- 15%, DE – 19%), do tego dochodzi np. opłata reprograficzna w wys. 3,66% od wartości wprowadzanego produktu (jest to de facto podatek od podatku), którą trzeba odporowadzać za mp3, mp4, dyski twarde itd. Wielu importerów tego nie robi, a polski dystrybutor Apple – staty czy niestety – tak. W DE np. od iPodów już ta opłata nie jest od ponad roku pobierana. Jak się złoży sumę tych opłat, to koszty podatków podnoszą cenę brutto maka o kolejne 5-7%, a iPoda nawet o 10-13% w stosunku do innych krajów UE.
    4. Zestawienie punktów 1 i 3 powoduje, że produkty Apple zawsze w Polsce będą droższe o 15-25%, nawet gdyby sprzedawcy zeszli z marży do ZERA. Jeśli Apple dalej będzie prowadzić taką politykę, to sieć sprzedaży Apple przestanie istnieć w Polsce w ciągu roku, a iMaka się będzie kupować z bagażnika od znajomego wracającego z Niemiec. Może zresztą o to właśnie Apple chodzi, żeby przyłączyć polski oddział do niemieckiego, albo całkiem go zlikwidować, bo będzie taniej. Pytanie, czy też klientom się to jakoś przysłuży, ale to już osobna kwestia.

  5. @JoHanna, to bardzo interesujący głos w tej dyskusji. Też nie bardzo sobie wyobrażam, jak utrzymać firmę, która sprzedaje same maki w cenach wyższych niż za zachodnią granicą. Czyli grozi nam Apple Deutschland…

  6. Cześć! Fajny blog. Mam tylko jedną uwagę: Liczba mnoga od ZŁOTY to „złotych”. Zatem coś kosztuje 1000 złotyCH, a nie 1000 złoty. Sorry, że się czepiam, ale jakoś strasznie mnie to „poraziło”. 🙂

  7. Według mnie, problem dotyczy ogolnie dóbr bardziej luksusowych w krajach biedniejszych – nie dość że mieszkańcy mniej zarabiają to więcej muszą płacić niż bogatsi. Troche podłe, ale jest w tym pewna strategia.
    Jak wiadomo – można sprzedawać dużo i brać małą marżę lub sprzedawać mało i zwiększyć marżę wychodząc na to samo.
    W kraju biedniejszym rynek towarów bardziej ‚luksusowych’ jest mniejszy ponieważ mniej jest osób które stać na kupowanie takich produktów. Jednocześnie jak już kogoś stać, to stać go będzie również zapłacić trochę więcej a co więcej w prawdziwej wartości rynkowej może się nie orientować bo towar ‚jest nowy w kraju’,bo fluktuacje kursów walut utrudniają obiektywną ocenę , różnice podatkowe też.. Tak więc w praktyce można działając ostrożnie, wyjść na swoje znajdując już kilku ‚frajerów’ co kupią drożej, bez obaw że nie znajdzie się aż 100 następnych osób co na raz kupią towar za cenę bardziej przystępną ale nadal dość wysoką.
    Problem dotyczy też niby prozaicznych – ubrań, plyt CD, perfum, używek i innych alkoholi markowych.. Z tym że wiele z tych towarów mogłoby być już bez obaw tańsze, co wydatnie zwiększyłoby sprzedaż i zyski..no ale chciwość zaślepia! Mimo to jestem optymistą – ceny z czasem będą normalnieć dzięki takim osobom co sprzedają „z bagażnika” 🙂

Comments are closed.