iPad do wszystkiego?

Jako, że ostanio dużo można przeczytać na temat nowego urządzenia Apple o nazwie iPad, chciałbym dodać swoje trzy grosze na ten temat. Taka garść przemyśleń.

Na pierwszy rzut oka iPad wydaje się naprawdę świetnym urządzeniem. Na drugi zresztą też. Zgrabna aluminiowa obudowa, duży dotykowy ekran. Dzięki niemu łatwo można napisać i odebrać maila, przeglądać sieć, dodać zadanie do kalendarza. Można też zabijać czas grając w naprawdę efektowne gry. Dodając do tego odtwarzanie muzyki i filmów oraz przeglądanie zdjęć otrzymamy doskonałe narzędzie do… domowej rozrywki. No właśnie – rozrywki.

Rozważam scenariusz, w którym iPadem posługuję się w rozmowie z potencjalnym klientem i pokazuję mu, powiedzmy, pdfa z nutami. Jednak dźwięku z tego urządzenia nie odważył bym się zaprezentować. Nie wiem, może w innych branżach takie urządzenie jakoś się odnajdzie, ale w muzycznej nie ma dla niego przestrzeni może pomijając… (ale jak mawia pewien prezenter telewizyjny – „nie uprzedzajmy faktów”).

W mojej opinii mamy więc do czynienia z urządzeniem nieprofesjonalnym, domowym, wręcz kanapowym. I wierzę, że przeglądanie internetu przy jego pomocy może być świetnym przeżyciem. Ale jeżeli to ma być jedyny argument za? Mimo wszystko niewiele jest w moim życiu sytuacji, w których potrzebuję internetu – jednocześnie nie potrzebując komputera. Może tym odzywa się mój konserwatyzm. Może uzależnienie od laptopa.

Nie ma też dla mnie opcji rezygnacji z noszenia laptopa ze sobą – a w zamian noszenie iPada. Powodów jest wiele – a najbardziej istotnymi są:

  • brak możliwości swobodnej wymiany danych – Apple bardzo skupia się na ochronie własności intelektualnej, ale niestety zapomina, że łączymy komputery w sieć, aby wymieniać się danymi.
  • paradoks płyty CD – osobiście nie mam potrzeby używania tego nośnika danych. Sęk w tym, że potrzebę tę mają wszyscy inni. I pewnie będzie tak jeszcze długo…

Ach, zapomniałem. iPad jest przecież czytnikiem książek. Steve nawet używał ładnego angielskiego zwrotu na określenie oparcia się na wcześniejszych doświadczeniach Amazonu (i ich czytnika książek – Kindle). Jednak mimo, że przeczytałem w życiu kilka książek z ekranu komputera – czytanie z podświetlanego ekranu nie jest najprzyjemniejszym doświadczeniem (mimo eleganckiego interfesju aplikacji do czytania dla iPada). Czytniki Kindle mają przewagę właśnie w kwestii ekranu, czyli cyfrowego papieru – który jest niepodświetlany. Takie rozwiązanie ma jeszcze jeden pozytywny efekt uboczny – urządzenie zużywa prąd jednynie w momencie przekładania stron. Co sprawia, że wytrzymuje na baterii bardzo długo. Tym samym Amazon w kwestii czytników książek ma spore szanse na rynku. O ile w miarę sprawnie obniży cenę Kindle. I uwypukli swoje zalety.

Czym tak naprawdę jest iPad? O ile iPod jest odtwarzaczem muzyki, iPhone – telefonem, to w przypadku iPada brak takiej podstawowej, głównej funkcji. Ani to czytnik książek, ani konsola do gier… Jest to zapewne zarówno wada, jak i największa z zalet tego urządzenia. iPad może stać się wieloma rzeczami – pomysłowość programistów nie zna przecież granic. Lecz niestety jednym iPad póki co nie jest – niezależnym komputerem.

Widzę jeden efektowny i funkcjonalny sposób wykorzystania iPada dla siebie: dotykowy kontroler do sterowania muzyką graną na żywo. Po wgraniu na iPada aplikacji obsługującej MIDI, urządzenie jak sądze bije na głowę wszystkie „suwaczkowe” interfejsy: wygodą obsługi, elastycznością konfiguracji, wreszcie – samym wyglądem na sali koncertowej. I – biorąc pod uwagę chociażby ceny kontrolerów MIDI – to jest dobry argument za kupnem iPada.

A teraz – wybaczcie styl muzyczny – ale poniższy program w pewien sposób oddaje to o czym piszę.