Jan Garbarek & The Hillard Ensemble we Wrocławiu

Muszę powiedzieć, że na ten koncert czekałem od bardzo dawna. Jan Garbarek ostatnio koncertował w Polsce rok temu, lecz nie zaspokoiło to mojego apetytu na jego brzmienie w „kościelnej wersji”, wraz ze śpiewakami z The Hillard Ensemble. Ich wspólne koncerty odbyły się w Polsce, ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku – czyli aż 10 lat temu.

Dla tych, których jakimś cudem ominęła ta muzyka, krótkie wyjaśnienie. Idea wygląda następująco: The Hillard Ensemble to śpiewaczy kwartet męski, który prezentuje utwory muzyki dawnej w formie wyrafinowanej składanki epok i stylów (czyli przy wymieszaniu kultur i języków), a Garbarek – jak wyraziła to moja znajoma wielbicielka muzyki dawnej – „im przeszkadza”, improwizując na saksofonie (a tak naprawdę kilku różnych saksofonach). Całość jest spójna, dzięki jednorodnej fakturze – chóralno-saksofonowej. Jest to muzyka mistyczna, kontemplacyjna i niosąca ukojenie dla duszy, ducha i ciała (i wyjątkowo nie przesadzam!).

Wszyscy, którzy zjawili się na koncercie (a przynajmniej większa część), chcieli „na własne uszy” doświadczyć, czy brzmienie muzyków będzie „takie, jak na płycie” (Officium lub Mnemosyne). Sam byłem ciekawy, jak zabrzmią w wersji koncertowej.

Zabrzmieli doskonale. Dla śpiewaków problemy techniczne zdają się nie istnieć; stanowią jeden muzyczny organizm, niezależnie od tego, czy stoją w grupie, czy rozchodzą się po zakamarkach kościoła (niesamowity efekt przestrzeni, zapewniający doznania, których nie da Wam żaden zestaw głośników). Garbarek jest jednym z tych muzyków, których barwa dźwięku jest po prostu bliska ideału. I do tego świetnie improwizuje. Nie ukrywam, że koncert ten był dla mnie dużym przeżyciem.

Wzbogacała mi je pani po lewej (pozdrowienia). W pierwszej części – używała lornetki operowej, potem zajęła się aparatem cyfrowym (opcja automatyczne dostosowanie natężenia lampy błyskowej), następnie ściągała okulary, żeby uronić łzę przy numerze o tytule „Santcus” – w czym akurat jej towarzyszyłem (CD Officium, nr 3).

Lecz doskonałego wrażenia całego koncertu nie zepsuła nawet napalona publika, która zaczęła klaskać o dobre 10 sekund za wcześnie (bo to, że muzycy zniknęli z horyzontu nie oznacza jeszcze tego, że przestali grać). I tak dobrze, że w sprytny sposób ograniczono oklaski podczas koncertu (nie było przerw między utworami…).

A dla tych, którzy nie kupili biletów… słuchajcie i żałujcie. I idźcie koniecznie, jeżeli w Waszych miastach ten koncert dopiero się odbędzie.

4 thoughts on “Jan Garbarek & The Hillard Ensemble we Wrocławiu

  1. To prawda, dziecko dobrze komponowało się z brzmieniem muzyków 😉
    A koncert, co tu dużo mówić.. Perfekcyjni wykonawcy pozwalają oderwać się od ziemi..!

  2. Koncert był doskonały, na długo zachowam go w pamięci – było to moje trzecie Officium na żywo, i muszę przyznać, że muzycy wypadli we Wrocławiu wyjątkowo pięknie. Mi łzy poleciały jak zwykle podczas „Remember Me My Dear”… i przy przepięknym szarakanie „Surp, Ter zorutheanc” (czyli ormiańskim Sanctus)…

Comments are closed.