Konwersja ape (wav) + cue.

Tak mi się nasunęło: co jeżeli jednak mamy pliki ape+cue? Dla nieobeznanych – w skrócie chodzi o to, że jeden plik jest obrazem płyty CD płynnie (wav, ape, cokolwiek innego), a drugi go „kroi” w locie. „Cue” to jest po prostu plik tekstowy ze znacznikami początku i końca każdego utworu.
Dla mnie jest największym bólem, że nie da się tego na makach elegancko odtwarzać. Ale jeżeli ktoś chciałby bawić się w konwersję, to można użyć programu xACT. Właściwie jest to nakładka na kilka koderów i dekoderów. Dobra instrukcja (po angielsku), jak zrobić taką konwersję znajduje się tutaj. xACT tnie całość na małe pliki i zapisuje wszystko jako na przykład AIFFy. Potem kompresja w iTunes do dowolnego „przyjaznego” (grrr…) formatu. I już. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że nazwy ścieżek… no po prostu znikają i trzeba je ręcznie przepisać. Oraz tempo działania xACTa – Rosetta się kłania (rym jest przypadkowy).Dla tych którzy mają jakiegoś windowsa mimo wszystko lepszym rozwiązaniem jest połączenie Foobara2000, wtyczki Monkey Audio (ape) do niego, iTunesEncode oraz iTunes – jeżeli nie macie wyboru, jest to jakieś wyjście.

Osobiście skłaniam się ku formatom bezstratnym (jakość, jakość, jakość). Czekam tylko na moment kiedy da się to bez problemu odtworzyć… Nie ma co ukrywać – nie podoba mi się polityka Apple jeżeli chodzi o formaty muzyczne. Proszę nie zrozumieć mnie źle – nie mam nic przeciwko (zdrowym!) prawom autorskim, ale chyba inaczej je pojmuję.

4 thoughts on “Konwersja ape (wav) + cue.

  1. Sebastian, jeśli masz ape, flac na Maku, najlepiej je konwertować na Apple Lossless w małej aplikacji Max. Max jest bardzo pożyteczny – ma jeszcze prócz możliwości konwersji, np. możliwość dokładnego zgrania płyty na dysk za pomocą CDParanoia, czyli jest odpowiednikiem windowsowego Eac (czy Eax? – zapomniałem).
    Wracając do Apple Lossless – to bardzo dobry kodek, więc nie jest tak, że wszyscy w Apple są głusi i wolą mp3, chociaż oceniając nawet stratny AAC – jest lepszy niż mp3, odrobinę. Niestety iTunes Store nie oferuje muzyki w Apple Lossless – a to moim zdaniem byłaby jakaś mała rewolucja cyfrowa. A tak mamy nie rewolucję tylko zgliszcza na zaletach cyfrowej technologii. Na szczęście muzycy głusi nie są i nie będą nagrywać na mp3.

  2. Nie mam nic do jakości Apple Lossless, chodzi o tu o część mojej biblioteki muzycznej, która już jest w ape+cue. Nie mam póki co siły konwertować tego „na piechotę”. Jeżeli już jesteśmy przy wadach Apple Lossless to zajmuje więcej miejsca niż Monkey Audio. Nie dużo więcej, ale zawsze…

  3. To już jest cecha specyfikacji formatu ape: za zdolność do tworzenia mniejszych plików niż u konkurencji płaci się właśnie cenę nieuchronnej utraty zawartości znajdującej się za uszkodzonych miejscem podobnie jak w ciągłych archiwach rara, dlatego jak mam coś w ape to od razu konwertuję na flac który jest formatem z założenia przystosowanym do streamingu gdzie błąd jednego pakietu nie wpływa na pozostałe i zawsze jest możliwość wycięcia takiego przeskoku w edytorze.

Comments are closed.