New life

Niedawno pisałem o moich problemach z kartą graficzną i ciemny monitorem. Problem się niestety powtórzył; z pewną ulgą oddałem komputer do serwisu. Panowie z Cortlandu uwinęli się szybko (dziękuję!) i po 6 dniach mogę znów cieszyć się makiem… z nową płytą główną. Czyli jakby zaczynam od początku (i ten swąd, jak z nowego komputera).

Oczywiście nie udało mi się uniknąć uwag znajomych, którzy ze zjadliwymi uśmieszami pytali: „to ile wydałeś na ten komputer?” (dla nich też pozdrowienia ;)).

Ale te ostatnie 6 dni pokazało mi, że siła przyzwyczajenia jest silna. Tak silna, że moim następnym komputerem będzie jak mi się wydaje – mak. I układ klawiszy z lewym altem to małe piwo. Jestem uzależniony od software’u, OS X jest niesamowity i nie zamienię go na nic innego. Chociażby dlatego, że całą muzykę, projekty etc. mam w makowych formatach.

Jestem uzależniony od dobrego softu i naprawdę dobrze się z tym czuję. Póki hardware działa.

A tak swoją drogą nie da się rozsądnie wytłumaczyć, dlaczego jest sens kupować droższe komputery zamiast tańszych, skoro „teoretycznie to ten sam sprzęt”. Uświadomić można to sobie przesiadając się na tydzień z maka na peceta. Ja mam to doświadczenie za sobą i już dziękuję. Wiecie, że ostatnio plagą są wirusy na pendrivach? To ciekawe, bo usuwam je wszystkim znajomym. Pecety tego nie robią? Robią, tylko się trzeba napocić. Etc., etc.

Jeżeli ktoś nigdy nie siedział przy maku, to musi usiąść, inaczej się go nie przekona. Użytkownicy innych systemów nie są w stanie nawet uświadomić sobie o ile ich życie może być prostsze.

A póki co radośnie wracam do pracy. Na maku.

2 thoughts on “New life

Comments are closed.