O edytorstwie muzycznym słów kilka…

Tak się dzieje, że ostatnimi czasy mam dużo do czynienia z partyturami – w związku z tym moje przemyślenia krążą wokół tego tematu (i nie potrafię myśleć o niczym innym – czyżby to objaw pracoholizmu?). A skoro już o przemyśleniach mowa, to wyjątkowo napiszę, o czym myślę. Otóż jakoś tak jest, że wpisywanie nut do komputera (czyli tworzenie partytury) jest bardzo, ale to bardzo żmudnym zajęciem.

Wpisanie nut to jedno, ale jest jeszcze artykulacja, dynamika, określenia, te wszystkie drobne znaczki: kreski, kropki, szlaczki… A potem tekst (jak jest chór), który się rozjeżdża, zachodzi, znika… Generalnie wszystko się na siebie nakłada i miesza. Więcej zawsze jest poprawiania niż wpisywania.

Tak naprawdę edycja partytury to walka z elementami graficznymi. I jakoś nie ma wyjścia, bo programy do edycji nut są naprawdę dobre, ale to ideału jeszcze sporo im brakuje.

midi-keyboard

No bo o co tak naprawdę chodzi? Nuty można wpisywać z klawiatury dowolnego instrumentu MIDI (czyli klawiatury quasi fortepianowej), głosem, instrumentem dętym, myszką, klawiaturą komputera… Niestety – jest różnica między wpisywaniem nut, a efektywną pracą. Do tej ostatniej jednym skutecznym (i w miarę szybkim) narzędziem jest jedynie klawiatura komputera. Chociaż słyszałem o kimś, kto używał klawiatury MIDI i  to sobie bardzo chwalił.

O czym marzę? Aby wpisywanie nut było co najmniej tak intuicyjne, jak pisanie tekstu. Piszę – nie patrząc na klawiaturę, w miarę płynnie, raczej bez błędów. A jak wpisuje nuty? Melodię i rytm (jeżeli nie jest bardzo skomplikowany) w miarę szybko, ale reszta… to jest „dziubanie” myszką. Używam wszystkich możliwych skrótów klawiaturowych, tworzę też własne, ale to i tak za mało. Mysz jest niezbędna, a jednocześnie najmniej efektywna.

Partyturka prosta i nudna

Jaki jest możliwy scenariusz ewolucji programów do edycji nut? Myślę, że powinno to iść w stronę większej intuicyjności. Puste słowa? Rozwiązaniem byłby interfejs dotykowy, który działałby jako wirtualna partytura (czy kartka z pięciolinią), na której edytor czy kompozytor notował by odwiecznym narzędziem swojej pracy – ołówkiem. To nie jest bajka, to jest przecież technologicznie możliwe. Połączenie tabletu, ekranu dotykowego, oprogramowania OCR z edytorem nut. Pytanie kto i kiedy doprowadzi do powstania takiego projektu. Rzecz taka pewnie nie będzie dotyczyła edytorstwa nut, ale myślę, że edytorzy skorzystają „przy okazji” kolejnej ewolucyjnej zmiany w naszych komputerach.

Z mojej dzisiejszej perspektywy powiem: im szybciej, tym lepiej.

2 thoughts on “O edytorstwie muzycznym słów kilka…

  1. Jako raczej odbiorca muzyki – słuchacz wpadłem dzisiaj na pomysł, żeby wzorem książek elektronicznych można było wpisywać partytury poszczególnych utworów w format dużego płaskiego ekranu dotykowego,z możliwością przesuwania kolejnych kart, lub też zastosować połączony w sieci szeregu pulpitów serwer na pulpicie dyrygenta, który niejako w sposób naturalny zmieniałby u wszystkich w orkiestrze nuty na poszczególnych pulpitach.
    Sam jestem ciekaw, czy ktoś już to zastosował?

  2. interfejs dotykowy działający jak partytura marzy mi się od długiego czasu. Teraz już prawie piszę „bez patrzenia” na ręce: skróty na klawiaturze komputera, dostawka numeryczna, klawiatura midi i jakoś idzie 🙂
    Ale, tak jak piszesz, przychodzi nadać ostateczny szlif i człowiek cofa się do czasów średniowiecznego skryby… Nawet gorzej, bo tamten nie musiał używać myszki.
    NIemniej sądzę, że do ideału mamy blisko – Apple wypuści kilka „coraz lepszych” wersji iPad’a i w pewnym momencie… Kto wie!
    Pozdrawiam
    D

Comments are closed.