Refleksja na temat zmiany cen w iTunes Store

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Apple w wyniku nacisku koncernów muzycznych zmieniło ceny piosenek w sklepie iTunes. Nikt jakoś nie zauważa absurdu całej sytuacji. W praktyce to wygląda tak: zamiast dotychczasowych $0.99 za piosenkę pojawiają się trzy możliwości – $0.69, $0.99, $1,29. Kryterium wysokości ceny jest popularność danego utworu, czy wykonawcy. Ale paradoksalnie nie działa to na zasadzie: popularny wykonawca = duża ilość kupowanych piosenek = niższa cena „za sztukę”. Jest dokładnie na odwrót. Im większa jest popularność danego utworu, tym więcej on kosztuje.

I tak w iTunes Top 100 na dzień dzisiejszy 39 piosenek sprzedawane jest za $1,29, reszta za dolara bez centa. Oczywiście brak w tym zestawieniu piosenek po $0.69. Szczerze mówiąc – generalnie ich brak. Rozumiem, że w ten sposób promowani są mało znani wykonawcy, do których „doklikać” w sklepie jest ciężej.

No i teraz pytanie – załóżmy, że znajdziemy zespół, którego utwory sprzedawane będą za najniższą stawkę. Czy nie zrazimy się automatycznie do takiej muzyki? Oczywiście – można powiedzieć, że jeżeli komuś „towar” się spodoba to na pewno kupi. A element psychologiczny? Nie wszyscy lubią iść pod wiatr, poza tym to trochę kwestia podświadomego wyboru. W związku z tym genialna (naprawdę!) idea sprzedaży muzyki przez alternatywnych wykonawców trochę traci. Bo dlaczego mają oni być „drugiego sortu”?

Oczywiście cała sprawa, jak sądzę, ma podłoże ekonomiczne. Tylko szkoda, że zabrano tym, którzy i tak mieli mało, a dodano tym, którzy mieli najwięcej. Biblijne podejście. A artyści i tak na tym pewnie nie zyskają.

Problem jak zwykle średnio nas dotyczy – bo nie mamy sklepu iTunes z muzyką. Ale może dotykać wykonawców i artystów, którzy sprzedają swoje utwory w amerykańskim iTunes Store.